Zimowe wejście na Śnieżkę 23.01.2010

Stanowczo odradzam wejście na Śnieżkę zimą w sposób opisany w poniższym poście. Próba pokonania kotła Łomniczki podczas zagrożenia lawinowego może zakończyć się śmiercią.



3:45 wsiadam do samochodu. Przejeżdżam kilkadziesiąt metrów i staje się jasne, że...powinienem wymienić koło na bardziej napompowane.
Łatwiej wymienić samochód, tym bardziej, że zapasowe koło już dawno powinno odwiedzić wulkanizatora. Biorę więc fiata.

Tym razem to Tomasz się niecierpliwi.

Chwilę później zabieram go z umówionego miejsca.
Około 300 kilometrów dalej wjeżdżamy na parking biedronki w Karpaczu. Robimy szybkie zakupy i udajemy się w okolice hotelu Biały Jar. Tu ma początek czerwony szlak, którym zamierzamy zdobyć szczyt Śnieżki (1602 m n.p.m.)

No to w drogę...


Pierwsze podejście jest niezbyt strome. Po kilkunastu minutach docieramy do Rozdroża Łomnickiego, tuż obok dolnej stacji wyciągu na Kopę (1377 m n.p.m.).
Skręcamy w lewo i ulicą docieramy do wejścia na teren Karkonoskiego Parku Narodowego.


 

Tablica informuje nas, że: "Szlak czasowo zamknięty". Domyślamy się, że może to mieć związek, z drugim stopniem zagrożenia lawinowego.

W obliczu tych faktów, nie mamy innego wyjścia. Ruszamy !


W lesie natrafiamy na szałas i postanawiamy zrobić sobie pierwszą przerwę na posiłek.


Kierujemy nasze kroki w stronę niezelektryfikowanego schroniska "Nad Łomniczką".



Tomek zwierza mi się, że nie jest zbyt dobry w szachach. Tak jak i ja.


Droga jest przetarta. Ktoś tędy niedawno szedł. Po lewej stronie dostrzegamy charakterystyczne talerze na szczycie Śnieżki.


Głośno zastanawiamy się dlaczego ten szlak został zamknięty. Jedyną niedogodnością jest delikatne zapadanie się w śniegu.

Kilkaset metrów dalej zaczynamy zapadać się po łydki, później już po kolana. Wychodzimy z lasu.
Naszym oczom ukazują się ściany Kotła Łomniczki. Przy strumieniu Łomniczki ślady się urywają.

Zaczynamy się domyślać powodu zamknięcia szlaku.


Mamy przed sobą stromą, zaśnieżoną ścianę kotła. Czarny humor nam dopisuje. Postanawiamy zrobić sobie pożegnalne fotografie.


Początkowo łagodny stok, staje się coraz bardziej stromy. Chcąc zminimalizować ryzyko, staramy się nie iść środkiem żlebu, mimo, że właśnie tam śnieg jest najbardziej zbity. Idąc jego skrajem zapadam się po pas. Drepczę w miejscu.

Robię kilka kroków, staję żeby złapać oddech. Znów się zapadam.

Tomasz również brodzi w śniegu.

Nagle słyszę trzask pękającej pokrywy śnieżnej...nie, to tylko paczka chipsów z biedronki szeleści w plecaku. Serce wali jak oszalałe. Przystaję na dłuższą chwilę na wystających ze śniegu skałach. Po chwili dołącza do mnie Tomek. Robimy przerwę na posiłek.


Kontemplujemy piękne widoki i zajadamy się batonami.
To co z dołu wyglądało na dość proste, teraz wydaję się prawie niemożliwe. Pokonaliśmy dopiero ćwierć stoku. Rozważamy powrót.

Jednak ulegamy urokowi Śnieżki.

Kontynuujemy morderczą wspinaczkę...


Kolejnym przystankiem jest Cmentarz Ofiar Gór (1300 m n.p.m.). Takie Memento mori powinno być chyba umieszczone u podnóża tej ściany.
No, ale teraz już za późno na refleksje, jesteśmy prawie na szczycie kotła.


Krajobraz zapiera dech w piersiach.



Lawina już nam nie grozi. W oddali słyszymy ludzkie głosy. Udajemy się w ich stronę. Jedynym sposobem na pokonanie tych kilkuset metrów, jest poruszanie się na czworakach. A czasem i to nie wystarcza, by się nie zapadać. Zmęczenie każe nam robić częste przerwy.



Wreszcie dopełzamy do "Domu Śląskiego".



Po regeneracyjnej herbacie z termosu idziemy zimowym, wyznaczonym przez tyczki szlakiem wprost do celu naszej wycieczki.

Wiatr daje się nam we znaki.


Pogoda się niestety psuje. Widoczność spada. Chyba nici z widoków.
Przed nami ostatnie podejście.


Okazało się, że Tomek osiwiał.


Naszym oczom ukazuje się obserwatorium.


Kilkanaście kroków dalej jesteśmy na miejscu.


Robimy dokumentację fotograficzną szczytu.



I wracamy w stronę "Domu Śląskiego".


Jeszcze rzut oka na zdobytą wcześniej ścianę Kotła Łomniczka.


Schodzimy do Przełęczy pod Śnieżką (1389 m n.p.m.). Czarnym szlakiem kierujemy się w stronę Karpacza zdobywając przy okazji Kopę.



Przyśpieszamy by zdążyć przed zmierzchem.


Mijamy Biały Jar, gdzie pod lawiną zginęło 19 osób.


Wchodzimy do lasu. Czarnym szlakiem schodzimy do Rozdroża Łomnickiego.


Wracamy do samochodu. Chwilę po dwudziestej jestem w domu.

Przeszliśmy ok. 18 kilometrów.
Zajęło nam to 7 godzin.



3 komentarze:

  1. Mam nadzieję że papierki po chipsach i batonikach nie zostały w Karkonoszach.
    Ps.:Super blog!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sądze że skrajną nieodpowiedzialnością jest opisywanie na blogu własnej głupoty. Skoro stoi tabliczka "szlak zamknięty - LAWINY" to może coś to znaczy? podczas waszej wycieczki był 2 stopień zagrożenia lawinowego - wiesz że jest to jeden z najbardziej zdradzieckich stopni zagrożenia? cmentarze są usłane tymi co myśleli że "to tylko dwójka w pięciostopniowej skali-jest bezpiecznie". Kocioł Łomniczki ma na swoim koncie kilka ludzkich istnień(m.in Jacek M. - też przy 2 stopniu), że o Białym Jarze nie wspomnę ( tragedia w BJ - około 2 stopnia zagrożenia lawinowego-wtedy jeszcze służba lawinowa nie używała pięciostopniowej skali.)
    Zalecam zainteresowanie się jakimś przeszkoleniem w dziedzinie turystyki górskiej, może jakimś kursem lawinowym. Tylko po to aby wasze wędrówki cechowało tyle samo powrotów co wyjść.

    Pod rozwagę.
    PanKa

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka głupota powinna być karalna. Obyśmy się nie spotkali. Skrajna głupota. Kowal

    OdpowiedzUsuń