Zimowe przejscie z Przegibka na Wielką Raczę 07.03.2010



Ze względu na spore oszołomienie, którego doświadczyłem poprzedniego wieczora, a którego powodem była prawie cała butelka czerwonego wina, budzę się zupełnie nieprzygotowany. Ostatnia szansa żeby się spakować.

8:20 Tomasz daje znać, że mogę wychodzić.

Wychodzę. Wracam po stuptuty. Wychodzę raz jeszcze. Tym razem skutecznie.

Przy samochodzie czeka już na mnie damsko-męska ekipa taterników-wyjadaczy. Ruszamy.

Około 10:30 jesteśmy w Rycerce Górnej Kolonii.


Nasz pierwszy cel to schronisko na Przełęczy Przegibek (1124 m n.p.m.), dokąd zamierzamy dojść zielonym szlakiem.


Droga łagodnie pnie się ku górze. Zaczyna prószyć śnieg.



Leśny dukt staje się stromy i męczący. Robimy krótką przerwę, by skorygować grubość strojów.


Pozujemy do zdjęć.


Pokonujemy powalone drzewo.


Śnieg sypie coraz mocniej. Dochodzimy do rozwidlenia szlaku, co wprawia nas w zakłopotanie. Nasze dywagacje nad kierunkiem dalszej wędrówki kończy przypadkowy turysta. Wskazuje drogę do schroniska i dodaje, że dzień wcześniej szedł na Wielką Raczę pięć godzin.

No, to mamy czas do pobicia.

Docieramy do schroniska.



Pomimo padającego śniegu postanawiamy zjeść na świeżym powietrzu.

Parówki "made in Rajcza" zakupione przez Jarka, okazują się wyjątkowo podłe. Najwidoczniej tektura była złej jakości.




Docierają do mnie informacje o spadku morale żeńskiej części zespołu. Na szczęście, po krótkich namowach, Ania daje się przekonać do dalszej wędrówki.

Posileni ruszamy dalej.


Podziwiamy zabudowania najwyżej położonego, zamieszkanego przysiółka w Beskidach.


Wchodzimy do lasu i bez większego wysiłku docieramy do turystycznego przejścia granicznego na Przegibku. Ten dość łatwy fragment poprawia nastrój u mniej wytrawnych piechurów.



Niestety kawałek dalej czar pryska i droga znów pnie się ostro w górę.

Idziemy teraz wzdłuż granicy ze Słowacją. Uciekamy trochę z Tomaszem i pierwsi zdobywamy Jaworzynę (1173 m n.p.m.). Podziwiamy rozległą panoramę.



Niektórzy muszą złapać oddech...


Sprawdzamy głębokość pokrywy śnieżnej na łąkach pod szczytem Bugaja (1140 m n.p.m.).



Radośni schodzimy pośród drzew do potoku Śrubita.




Z mniej radosnymi minami podchodzimy na Halę Śrubitą i przecinamy ją w poprzek.



Znów jest z górki...



Mijamy Przełęcz Śrubitą i lekko zbaczając ze szlaku przystajemy na Siodle pod Orłem, po Słowackiej stronie.

Pocieszamy się, że ponad połowę drogi mamy już za sobą.


Zostało nam ostatnie podejście. Idziemy teraz piękną halą. Widoki są wspaniałe.



Pomimo częstych przerw na fotografie, zmęczenie rysuje się na twarzach nawet najtwardszych zawodników.



Schronisko PTTK 0,05h. Dla mniej obeznanych w systemach liczbowych, ktoś dopisał " = 3 min".



Ostatnie merty...




No i jesteśmy...


Po chwili dołączają do nas Jarek i Marian.



Z małym poślizgiem dociera Ania.



Podziwiamy panoramę z platformy widokowej.




Postanawiamy zjeść coś ciepłego w schronisku. Jednak po zapewnieniach jakiegoś męskiego głosu z obsługi, że "od jutra nie piję", jedynie Tomek decyduje się na 300ml wrzątku.


Gdy tylko Tomek kończy swoją zupkę ruszamy.

Jarek jest tak pokrzepiony, że łamie przydrożne drzewa.



Teraz szlak wiedzie już tylko w dół.


Powoli zaczyna robić się ciemno. Przekraczamy dopływ potoku Racza i po chwili dostrzegamy zabudowania.


Wychodzimy z lasu. Idziemy drogą wzdłuż góralskich chałup. W niemal zupełnych ciemnościach docieramy do samochodu.


No i pobiliśmy rekord wspomnianego turysty z Przegibka. Pokonaliśmy trasę Przegibek - Wielka Racza w cztery godziny.

Łącznie przeszliśmy 19,5 kilometra w 7 godzin.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz