Zatrzymujemy się na parkingu, nieopodal hotelu Eden.
Z przydrożnej mapy, obejmującej swym zasięgiem Karlov oraz najbliższe okolice, odczytujemy kierunek oraz kolor szlaku, którym zaczynamy wędrówkę.
Początkowo idziemy zielono-niebieskim szlakiem, wzdłuż drogi, mijając liczne hotele, pensjonaty oraz wyciągi narciarskie.
Po około pół godzinie dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Niebieski w prawo, zielony w lewo.
Odbijamy w lewo, w głąb lasu.
Po kilku minutach docieramy do drogowskazu z napisem Pod Kloboukem (790 m n.p.m.).
Od tego miejsca idziemy trasą narciarską.
Kwadrans później jesteśmy na małej leśnej polanie Mravencovka (893 m n.p.m.). Jest to węzeł szlaków pieszych, rowerowych i narciarskich.
My kontynuujemy eskapadę idąc wzdłuż zielonych znaków. Mijają nas wyłącznie turyści uzbrojeni w narty, jakby tego było mało, na przydrożnym drzewie dostrzegamy szachownicę i nie do końca zrozumiały napis.
Możemy się tylko domyślać, że jest to zakaz poruszania się bez nart.
Przecież się nie wrócimy.
Staramy się iść tak, by nie zadeptać śladu nart.
Po około czterdziestu minutach jesteśmy przy Alfrédce (1080 m n.p.m.). Znajdują się tu fundamenty pierwszej czeskiej górskiej chaty w Jesionikach.
Tutaj zmieniamy szlak na czerwony. Trawersujemy stoki Jelenka (1205 m n.p.m.).
Ta trasa nie jest już tak uczęszczana.
Powoli wychodzimy ponad las.
Ponad lasem znajduje się kamienny schron dla turystów. To Jelení Studánka (1311 m n.p.m.).
Korzystając z przepięknej pogody, w bajkowej scenerii, robimy sobie przerwę na posiłek.
Teraz czeka nas ponad godzinna wędrówka na Vysoká Hole. Trochę żałuję, że nie wziąłem okularów przeciwsłonecznych.
Z lewej strony widzimy elektrownię szczytowo-pompową Dlouhé stráně, a właściwie jej górny zbiornik.
Chwilę później jesteśmy na rozległym szczycie Vysoká Hole (1464 m n.p.m.).
Zjadamy ostatnie zapasy i odpoczywamy.
Jeszcze tylko zdjęcie kamienia granicznego z 1681r. wyznaczającego historyczną granicę Śląska i Moraw.
I wzdłuż nartostrady schodzimy do Ovčárna (1300 m n.p.m.). Trochę nam szkoda tych 150 metrów, na które za moment będziemy wspinać się raz jeszcze.
Na szczyt Pradziada zostało około 2,5 kilometra i 200 metrów w górę.
Znów idziemy skrajem nartostrady obawiając się trochę, szczególnie początkujących amatorów białego szaleństwa.
Ukazuje się nam czubek wieży. Uff, nareszcie.
Wygląda na to, że jesteśmy u celu.
Pradziad (czes. Praděd, niem. Altvater) – (1491 m n.p.m.).
Jeszcze tylko kilka fotografii, łyk herbaty (ostatni niestety) i możemy wracać do Ovčárni.
Jest już po szesnastej, a do samochodu jeszcze ponad 10 kilometrów. Staje się jasne, że nie zdążymy przed zachodem słońca.
Ostatnie spojrzenie w kierunku Pradziada.
Dochodzimy do rozwidlenia szlaku Nad Ovčárnau (1370 m n.p.m.) i żółto-niebieskim schodzimy do Karlovej.
Zapada zmrok. Do pokonania jeszcze około 7 kilometrów.
Głodni i zmęczeni, w zupełnych ciemnościach, około 17:30 docieramy do samochodu.
Pokonaliśmy ponad 30 kilometrów w 7,5 godziny.

Dzięki za opis. Wybieram się w kwietniu. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńSebastian
Są tam jakieś schrony nadające się na zimowe noce? Oczywiście z namiotem i puchowym śpiworem :) Proszę o info na oli-vka@o2.pl. Dzięki!
OdpowiedzUsuń