Dwa dni w Gorcach 8-9.05.2010

Niezbyt wypoczęty po piątkowym pobycie na "Maj Music Festiwal"; po niespełna pięciu godzinach snu, zwlekam się z łóżka. Oglądam niezbyt optymistyczną prognozę pogody i ruszam po Tomasza.

Kwadrans po szóstej wyjeżdżamy z Miechowic.

Następny przystanek: Biedronka w Mszanie Dolnej.

Niecałe dwie godziny później zaopatrujemy się w prowiant.

Około godziny dziewiątej parkujemy przy jednej z ostatnich chałup w Porębie Górnej i poinstruowani przez gospodynię udajemy się ku Starym Wierchom.


Początkowo idziemy według udzielonych wskazówek, później oznakowaną ścieżką przyrodniczą.

Mijamy chaty na polanie Stare Izbiska.

Po około godzinie niezbyt męczącej wędrówki docieramy do schroniska na Starych Wierchach (973 m n.p.m.).

Po kupieniu biletów wstępu do Gorczańskiego Parku Narodowego, przysiadamy na chwilę by zjeść śniadanie.

Posileni, czerwonym szlakiem udajemy się w kierunku Turbacza.

Na szczycie Obidowca (1106 m n.p.m.) odbijamy w lewo, by przyjrzeć się obserwatorium astronomicznemu na Suhorze (1000 m n.p.m.).


Wspólnie z Tomaszem dochodzimy do wniosku, że nie było warto...

Wracamy na szlak.

Zaglądamy do wnętrza starej chałupy.

Mijamy pomnik ofiar katastrofy samolotu sanitarnego.

Idziemy dalej, podejście staje się męczące.

Pod szczytem marsz utrudniają powalone drzewa oraz błoto.

Umęczeni docieramy na wierzchołek Turbacza (1314 m n.p.m.).

Kilkanaście minut później jesteśmy przy schronisku.


Przysiadamy na ławce, obserwujemy odległe, zachmurzone Tatry.

Po krótkim posiłku, zakupieniu dwóch piw w cenie siedem złotych każde, udajemy się na pobliską Kiczorę (1282 m n.p.m.).

Raz po raz spoglądamy w kierunku Tatr.

Na szczycie Kiczory zmieniamy szlak na zielony i wędrujemy teraz w kierunku Jaworzyny Kamienickiej (1288 m n.p.m.).

Na polanie pod szczytem znajduje się Kapliczka Bulandy z 1903 roku.

Wędrujemy dalej. 

Zdobywamy Średniak (1190 m n.p.m.) oraz Przysłop (1187 m n.p.m.).

Podejście na Gorc Kamienicki (1228 m n.p.m.) jest bardzo strome. Przystajemy by złapać oddech.

Oznaczenia z zielonych zmieniają się na niebieskie.

Tomek przeżywa nawrócenie.

Nie, jednak nie...

Wychodzimy na rozległą polanę.

Na szczycie znajduje się bacówka. Postanawiamy się jej przyjrzeć.

Okazuje się, że można w niej przenocować.

Tomasz telefonuje do właściciela, by spytać o zgodę na nocleg. Po dopełnieniu formalności przystępujemy do zakwaterowania się.

Ja staram się rozpalić ogień, a Tomasz idzie po wodę do strumienia.

Po powrocie, udowadnia mi, że na rozpalaniu ognia zna się lepiej ode mnie.

Po dziewiętnastej zaczynamy przygotowywać kolację. Robimy zupki, kanapki, otwieramy zakupione na Turbaczu piwa. Za oknem powoli zapada zmrok.

Około dziewiątej kładziemy się spać.

Dziewięć godzin później wstajemy. Jest zimno. Za oknem mgła. Pada deszcz.

Sprzątamy, jemy śniadanie i ruszamy w drogę.

Pogoda nie zachęca do spacerów...

Szlaki zamieniły się w błotniste potoki.

Maszerujemy do miejscowości Rzeki, gdzie mieliśmy spędzić noc w namiocie.


Odnajdujemy pole biwakowe. Przysiadamy na zadaszonej ławie. Tomasz udaje się na poszukiwanie jakiegoś czynnego sklepu.

Niestety z zakupów nici. Ruszamy w drogę powrotną. Tym razem niebieskim szlakiem.

Na polanie Papieżówka mijamy chatę, w której gościł dwa tygodnie Karol Wojtyła.

Idziemy wzdłuż wijącego się potoku Kamienickiego.

Po jedenastej docieramy pod Czoło Turbacza (1258 m n.p.m.). Kawałek dalej  na Hali Turbacz Tomek zjada resztki naszego prowiantu.

W poszukiwaniu rozwidlenia szlaków: żółtego, zielonego oraz niebieskiego udajemy się do schroniska na Turbaczu. 

Tam okazuje się, że owo rozwidlenie znajduje się na Czole Turbacza.

Wracamy trochę zawiedzeni.

Mijamy skałę, która według legendy kryje skarb.

Zmęczenie daje o sobie znać. Deszcz przestaje padać. Maszerujemy w stronę Koninek.

Chwila wytchnienia na polanie Średnie.

Około czternastej jesteśmy na polanie Oberówka.

Postanawiamy, że do Poręby Górnej dojdziemy asfaltową szosą.

Kwadrans przed szesnastą jesteśmy przy samochodzie. Zdajemy relację z eskapady gospodarzowi i ruszamy do Bytomia.

 
Przeszliśmy w sumie około 50 kilometrów (fioletowe kropki). 

1 komentarz:

  1. HMMMMMMM GORCE - PIĘKNIE - BYŁAM - POLECAM.....

    OdpowiedzUsuń